czwartek, 9 kwietnia 2015

Rozdział 1: "House of Love"

3...2...1... Wybuch. Dym. Drżenie ziemi. Spojrzałam w kierunku palącego się magazynu. -Jesteście całe? - powiedziałam do krótkofalówki. -Tak, wszystko okej. - usłyszałam po chwili szumu. -Czekamy przy samochodzie. Nie odpowiedziałam. Skierowałam się do magazynu, w którym zaparkowałyśmy samochód. Jedynie księżyc oświetlał mi ścieżkę wydeptaną na leśnej polanie. -Wreszcie to wszystko się skończyło. Miałam już dość tych wkurwiających bachorów. - mruknęłam zatrzaskując drzwi czarnego vana, odpalając silnik i włączając światła. -Ale na szczęście mamy już wszystko za sobą - powiedziała Justine. -To co? Może mała nagroda za dobrze odwaloną robotę? - zaproponowała Ducky. -Co masz na myśli? - zmarszczyłam brwi, spoglądając do lusterka i wyjechałam z magazynu. -Jak to co?! PIJEMY KURNA, PIJEMY! - Wykrzyknęła Ronnie. -Podobno otworzyli nowa knajpę na Erie Road. - zaproponowała Ash. - To nie knajpa tylko budka z kebabami. - zaprotestowała Justine. - Dawno nie byłyśmy w Mexico City. - stwierdziła Ducky. -A może zaliczymy ten nowy klub ze striptizem? - zapytała Ash -Jezu, ty to tylko o jednym! - krzyknęła Justine. -Ej, to nie taki głupi pomysł! Odwaliłyśmy kawał dobrej roboty, należy nam się odrobina szaleństwa, nie? - powiedziała Ronnie. -W sumie...- zastanowiła się Justine. -To co? Dom a potem Chippendales? - zapytałam. -Tak jest panie kierowco! - zawołała Ducky salutując. Kiedy skręciłam w ulicę przy której mieszkamy brama zaczęła się otwierać. Zaparkowałam samochód na podjeździe i zgasiłam silnik. jako pierwsza wysiadła Justine i zaczęła wyciągać torby z bagażnika. Ash opierała się o samochód zaciągając się miętowym papierosem. -Palenie zabija, nie słyszałaś? - rzuciła Ronnie szukając kluczy w kieszeniach kurtki. -Daj jej spokój, nie widzisz, że dziewczyna musi się wyluzować po tym wszystkim? - broniła jej Ducky wyciągając nabitą lufkę i stając obok niej. Ash wypuściła dym z ust patrząc jak rozpływa się w powietrzu. - Ciekawe co przyniesie przyszłość... - szepnęła. -Raka płuc cwelu! - krzyknęła Justine zatrzaskując bagażnik i rzucając klucze w stronę Ronnie. - Tego szukałaś? -Tak! Boże, co ja bym bez ciebie zrobiła! Wchodzimy laski, wchodzimy! - rzuciła Ronnie i odwróciła się wchodząc po schodach. -Zdążymy się odpierdolić do północy? - krzyknęła Ducky. - Z palcem w dupie! Przecież dopiero dziesiąta... - powiedziała Ronnie. Skierowałam się do swojego pokoju i otworzyłam szafę. Wyciągnęłam czysty ręcznik, czarną koronkową bieliznę i sukienkę bez pleców. Nie mam dziś ochoty na tą imprezę, ale nie będę robić im przykrości. Przynajmniej będą miały kierowcę, pomyślałam. Wyszłam z pokoju i poszłam do łazienki. Ducky suszyła włosy przy lustrze a Ronnie kąpała się w podświetlanej wannie. Nie zważając na nie rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Szybko się umyłam i wyszłam nago z kabiny. -A nogi ogoliłaś? - zapytała wyśmiewająco Ducky. -Nie bój bobra, ogoliłam. - odpyskowałam. Podeszłam do szafki, na której zostawiłam ubrania i ręcznik i starannie się wytarłam a potem ubrałam bieliznę. Podeszłam do lustra rozplątując i przeczesując włosy. Szybko nałożyłam na siebie sukienkę i lekko wyprostowałam kręcące się pasma włosów. Pomalowałam rzęsy pogrubiającym tuszem i pociągnęłam usta błyszczykiem. Chwyciłam butelkę moich słodkich perfum stojących na szklanej półce i spryskałam nimi odkrytą skórę szyi. No, gotowa, pomyślałam odkładając je i wychodząc z łazienki. Ducky's POV. Wyszedłszy z łazienki skierowałam się do swojego pokoju. Podeszłam do szafy. 'Co by tu kurwa włożyć, aby zwrócić uwagę płci samczej?' pomyślałam. Zdecydowałam się na coś uniwersalnego, czyli... -Ronnie! - krzyknęłam. Po kilku sekundach ujrzałam ją w drzwiach. -Czego krzyczy? - powiedziała zapinając pończochy. -Nie wiem co ubrać... - zrezygnowana opadłam na łóżko. -Nic nowego. - podeszła do szafy. Przez chwilę przebierała między wieszakami po czym rzuciła w moją stronę jaskrawopomarańczową spódnicą. -Jesteś pewna? - spojrzałam na nią niepewnie. Nie odpowiedziała i wyszła. Po chwili wróciła niosąc w ręku jej czarną koszulkę z prześwitującymi ramionami. -Nie ma za co - rzuciła wychodząc. Szybko ubrałam przygotowane przez nią ubrania i podeszłam do toaletki by wykonać makijaż. Zdecydowałam się na matowy czarny smokey eye i bezbarwną pomadkę... Ale ciągle czegoś tu brakowało... -Gotowa? - usłyszałam z ust Ronnie wchodząc do łazienki. -Czegoś mi brakuje...- powiedziałam niepewnie. Odwróciła się w moją stronę i zaczęła grzebać w swojej kosmetyczce. Wyciągnęła pomarańczową pomadkę i pomalowała mi nią usta. Spojrzałam do lustra. - Idealnie. Ash POV. Po ubraniu nowej różowej sukienki przejrzałam się w lustrze toaletki. Poprawiłam szybko mój delikatny makijaż i zgasiłam lampkę. 'Pięknie' pomyślałam. Zeszłam na dół, gdzie czekały już na mnie dziewczyny. Wszystkie wyglądały pięknie, ale Ronnie przeszła dziś samą siebie. Miała na sobie burgungową rozkloszowaną sukienkę z krótkimi rękawkami. Do tego czarne pończochy i połyskujące czarne szpilki. Jej długie kasztanowe pasma prostych włosów swobodnie opadały na odkryte ramiona i na plecy. Czarne kreski subtelnie podkreślały jej oczy a bordowa pomadka nadawała wyrazu drapieżności. -A gdzie Julie? - zapytała Justyna poprawiając swoją czerwoną koszulę. -Jeszcze nie zeszła? - zdziwiłam się i spojrzałam w kierunku schodów, jednak nie ujrzałam jej, więc odwróciłam się i kontynuowałyśmy rozmowę rozpoczętą wcześniej. -To może po drineczku na rozkręcenie? - zasugerowała Ducky wchodząc do salonu z tacą kieliszków napełnionych tequilą. -Skoro nalegasz! - zaśmiałam się i wzięłyśmy po kieliszku. Wtedy na szczycie schodów pojawiła się Julie. -No wreszcie! Pij a ja zamówię taksówkę. - powiedziała Justine biorąc do ręki telefon. -Nie trzeba, ja poprowadzę. - powiedziała J. -Jak to? - zdziwiłyśmy się. -Dzisiaj nie piję, nie mam ochoty. - mruknęła. -Jeśli nie masz ochoty tam jechać... - zaczęłam -Nie no co ty, jadę. Po prostu nie mam ochoty na alkohol. -To ja wypiję za ciebie! - rzuciła się na kieliszek Ducky. -Pij młoda. Czuję, że jeśli wypiję chociaż kieliszek to rozsadzi mi łeb. - podeszła do szafy na buty i wyciągnęła z niej czarne baleriny. - Gdzie kluczyki? - spojrzała na półkę przy drzwiach. -Ja mam. - rzuciła Ronnie wychodząc z kuchni. Podeszłam do szafki na buty i wyciągnęłam różowe szpilki Ducky, które włożyłam na bose stopy. -Wszystkie gotowe? Wymalowane? Ubrane? - zapytała Ronnie dla pewności. -Jest idealnie! - zaśmiałam się. -Idziemy? - zapytała Julie. -Jasne, chodźmy. - rzuciła Ronnie wychodząc jako pierwsza i czekając aż wszystkie wyjdziemy, by zamknąć drzwi. Idąc w kierunku samochodu wyjęłam telefon wybierając numer Kalie. -Co tam dziewczynki? Jak akcja? - zapytała na wstępie. -Wszystko poszło gładko. - odpowiedziałam. - Wychodzimy do klubu. Wyślij tu kogoś, żeby zerkał na dom. -Gdzie się wybieracie? - rzuciła. -Chippendales. -Idziecie do klubu ze striptizem? - pytała dalej. -No co! Należy nam się coś szałowego po tak dobrze wykonanej akcji. - broniłam się. -Teraz?! - dopytywała. -No tak... -Beze mnie?! - wykrzyknęła z wyrzutem. - Jaka to ulica? -Rosegarden Avenue. - rzuciłam. -Czekajcie przy wejściu dziewczynki. - rzuciła i rozłączyła się. -To Kalie? - zapytała Ronnie. -Tak.. - zaczęłam. -Coś się stało? Co ci mówiła? -Jedzie tam, mamy na nią czekać przy wejściu.- powiedziałam dalej nie dowierzając. -Proszę, proszę! Nasza zapracowana BussinessWoman postanowiła się wyluzować. - zaśmiała się Justine. -Czuję, że nadchodzą wielkie zmiany w naszym życiu... - zażartowała Ducky. -Może jeszcze się zakochamy? - parsknęła Julie na co wszystkie się zaśmiałyśmy. -Wydaje mi się, że aż tak źle nie będzie!- wykrzyknęłam. -Tak, to nam raczej nie grozi! - powiedziała Ducky. Chwilę potem byłyśmy już na parkingu Chippendales. Przy wejściu grupa ludzi czekała w kolejce, by wejść do klubu. My od razu skierowałyśmy się do ochroniarza stojącego przy bramce. -Wielki Johny! Dawno się nie widzieliśmy co?! - zaśmiała się Ronnie podchodząc do ochroniarza i zarzucając mu dłoń na ramię. -Moje dziewczynki! Dawno Was nie widziano w tej dzielnicy. Już myślałem, że o nas zapomniałyście. - uśmiechnął się do nas. -Od maja zdążyłeś zmienić pracę z 6 razy i nie wiadomo gdzie Cię szukać! - zarzuciłam mu. -Szukajcie, a znajdziecie! - zażartował. -No i znalazłyśmy. - powiedziała Justine. - To co? Mamy się ustawiać w kolejce? -Kelner czeka na Panie w hallu, wskaże Wam odpowiedni stolik. Miłej zabawy. - odpowiedział otwierając bramkę. -Johny, jesteś Wielki! - odpowiedziałam całując go w policzek. -Chyba już to gdzieś słyszałem! - zaśmiał się.
***
A WIĘC MAMY 1 ROZDZIAŁ!
Prosimy o komentarze pod postem. :)
2 rozdział będzie, jak będzie. Nie wcześniej. Nie później.
Elo! ♥

środa, 8 kwietnia 2015

3...2...1...


Wybuch. Dym. Drżenie ziemi. 


-Jesteście całe? - powiedziałam do krótkofalówki.


Jedynie księżyc oświetlał mi ścieżkę wydeptaną na leśnej polanie.


-Wreszcie to wszystko się skończyło.


-Ale na szczęście mamy już wszystko za sobą - powiedziała Justine.


- Ciekawe co przyniesie przyszłość... - szepnęła.


-Co masz na myśli? - zmarszczyłam brwi, spoglądając do lusterka i wyjechałam z magazynu.


-Jezu, ty to tylko o jednym! - krzyknęła Justine.


-Jest idealnie! - zaśmiałam się.


Ale ciągle czegoś tu brakowało...


-Może jeszcze się zakochamy? - parsknęła Julie na co wszystkie się zaśmiałyśmy.
-Wydaje mi się, że aż tak źle nie będzie!- wykrzyknęłam.
-Tak, to nam raczej nie grozi! - powiedziała Ducky.


-Czuję, że nadchodzą wielkie zmiany w naszym życiu... - zażartowała Ducky


Czy dziewczyny są na tyle silne by to znieść?
Czy zwyciężą w nierównej walce?
Jaką cenę zapłacą za miłość?
Co ukrywa Julie?
Kim tak naprawdę jest Harry?
Czy los ''I'' mógł potoczyć się inaczej?
Czy miłość zwycięża wszystko?

Tego wszystkiego dowiecie się czytając fanfiction "Pinkies!♥"
Już wkrótce pod adresem: