3...2...1...
Wybuch. Dym. Drżenie ziemi.
Spojrzałam w kierunku palącego się magazynu.
-Jesteście całe? - powiedziałam do krótkofalówki.
-Tak, wszystko okej. - usłyszałam po chwili szumu.
-Czekamy przy samochodzie.
Nie odpowiedziałam. Skierowałam się do magazynu, w którym zaparkowałyśmy samochód. Jedynie księżyc oświetlał mi ścieżkę wydeptaną na leśnej polanie.
-Wreszcie to wszystko się skończyło. Miałam już dość tych wkurwiających bachorów. - mruknęłam zatrzaskując drzwi czarnego vana, odpalając silnik i włączając światła.
-Ale na szczęście mamy już wszystko za sobą - powiedziała Justine.
-To co? Może mała nagroda za dobrze odwaloną robotę? - zaproponowała Ducky.
-Co masz na myśli? - zmarszczyłam brwi, spoglądając do lusterka i wyjechałam z magazynu.
-Jak to co?! PIJEMY KURNA, PIJEMY! - Wykrzyknęła Ronnie.
-Podobno otworzyli nowa knajpę na Erie Road. - zaproponowała Ash.
- To nie knajpa tylko budka z kebabami. - zaprotestowała Justine.
- Dawno nie byłyśmy w Mexico City. - stwierdziła Ducky.
-A może zaliczymy ten nowy klub ze striptizem? - zapytała Ash
-Jezu, ty to tylko o jednym! - krzyknęła Justine.
-Ej, to nie taki głupi pomysł! Odwaliłyśmy kawał dobrej roboty, należy nam się odrobina szaleństwa, nie? - powiedziała Ronnie.
-W sumie...- zastanowiła się Justine.
-To co? Dom a potem Chippendales? - zapytałam.
-Tak jest panie kierowco! - zawołała Ducky salutując.
Kiedy skręciłam w ulicę przy której mieszkamy brama zaczęła się otwierać. Zaparkowałam samochód na podjeździe i zgasiłam silnik. jako pierwsza wysiadła Justine i zaczęła wyciągać torby z bagażnika. Ash opierała się o samochód zaciągając się miętowym papierosem.
-Palenie zabija, nie słyszałaś? - rzuciła Ronnie szukając kluczy w kieszeniach kurtki.
-Daj jej spokój, nie widzisz, że dziewczyna musi się wyluzować po tym wszystkim? - broniła jej Ducky wyciągając nabitą lufkę i stając obok niej.
Ash wypuściła dym z ust patrząc jak rozpływa się w powietrzu. - Ciekawe co przyniesie przyszłość... - szepnęła.
-Raka płuc cwelu! - krzyknęła Justine zatrzaskując bagażnik i rzucając klucze w stronę Ronnie. - Tego szukałaś?
-Tak! Boże, co ja bym bez ciebie zrobiła! Wchodzimy laski, wchodzimy! - rzuciła Ronnie i odwróciła się wchodząc po schodach.
-Zdążymy się odpierdolić do północy? - krzyknęła Ducky.
- Z palcem w dupie! Przecież dopiero dziesiąta... - powiedziała Ronnie.
Skierowałam się do swojego pokoju i otworzyłam szafę. Wyciągnęłam czysty ręcznik, czarną koronkową bieliznę i sukienkę bez pleców. Nie mam dziś ochoty na tą imprezę, ale nie będę robić im przykrości. Przynajmniej będą miały kierowcę, pomyślałam. Wyszłam z pokoju i poszłam do łazienki. Ducky suszyła włosy przy lustrze a Ronnie kąpała się w podświetlanej wannie. Nie zważając na nie rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Szybko się umyłam i wyszłam nago z kabiny.
-A nogi ogoliłaś? - zapytała wyśmiewająco Ducky.
-Nie bój bobra, ogoliłam. - odpyskowałam. Podeszłam do szafki, na której zostawiłam ubrania i ręcznik i starannie się wytarłam a potem ubrałam bieliznę. Podeszłam do lustra rozplątując i przeczesując włosy. Szybko nałożyłam na siebie sukienkę i lekko wyprostowałam kręcące się pasma włosów. Pomalowałam rzęsy pogrubiającym tuszem i pociągnęłam usta błyszczykiem. Chwyciłam butelkę moich słodkich perfum stojących na szklanej półce i spryskałam nimi odkrytą skórę szyi. No, gotowa, pomyślałam odkładając je i wychodząc z łazienki.
Ducky's POV.
Wyszedłszy z łazienki skierowałam się do swojego pokoju. Podeszłam do szafy. 'Co by tu kurwa włożyć, aby zwrócić uwagę płci samczej?' pomyślałam. Zdecydowałam się na coś uniwersalnego, czyli...
-Ronnie! - krzyknęłam. Po kilku sekundach ujrzałam ją w drzwiach.
-Czego krzyczy? - powiedziała zapinając pończochy.
-Nie wiem co ubrać... - zrezygnowana opadłam na łóżko.
-Nic nowego. - podeszła do szafy. Przez chwilę przebierała między wieszakami po czym rzuciła w moją stronę jaskrawopomarańczową spódnicą.
-Jesteś pewna? - spojrzałam na nią niepewnie.
Nie odpowiedziała i wyszła. Po chwili wróciła niosąc w ręku jej czarną koszulkę z prześwitującymi ramionami.
-Nie ma za co - rzuciła wychodząc. Szybko ubrałam przygotowane przez nią ubrania i podeszłam do toaletki by wykonać makijaż. Zdecydowałam się na matowy czarny smokey eye i bezbarwną pomadkę... Ale ciągle czegoś tu brakowało...
-Gotowa? - usłyszałam z ust Ronnie wchodząc do łazienki.
-Czegoś mi brakuje...- powiedziałam niepewnie. Odwróciła się w moją stronę i zaczęła grzebać w swojej kosmetyczce. Wyciągnęła pomarańczową pomadkę i pomalowała mi nią usta.
Spojrzałam do lustra. - Idealnie.
Ash POV.
Po ubraniu nowej różowej sukienki przejrzałam się w lustrze toaletki. Poprawiłam szybko mój delikatny makijaż i zgasiłam lampkę. 'Pięknie' pomyślałam.
Zeszłam na dół, gdzie czekały już na mnie dziewczyny. Wszystkie wyglądały pięknie, ale Ronnie przeszła dziś samą siebie. Miała na sobie burgungową rozkloszowaną sukienkę z krótkimi rękawkami. Do tego czarne pończochy i połyskujące czarne szpilki. Jej długie kasztanowe pasma prostych włosów swobodnie opadały na odkryte ramiona i na plecy. Czarne kreski subtelnie podkreślały jej oczy a bordowa pomadka nadawała wyrazu drapieżności.
-A gdzie Julie? - zapytała Justyna poprawiając swoją czerwoną koszulę.
-Jeszcze nie zeszła? - zdziwiłam się i spojrzałam w kierunku schodów, jednak nie ujrzałam jej, więc odwróciłam się i kontynuowałyśmy rozmowę rozpoczętą wcześniej.
-To może po drineczku na rozkręcenie? - zasugerowała Ducky wchodząc do salonu z tacą kieliszków napełnionych tequilą.
-Skoro nalegasz! - zaśmiałam się i wzięłyśmy po kieliszku. Wtedy na szczycie schodów pojawiła się Julie.
-No wreszcie! Pij a ja zamówię taksówkę. - powiedziała Justine biorąc do ręki telefon.
-Nie trzeba, ja poprowadzę. - powiedziała J.
-Jak to? - zdziwiłyśmy się.
-Dzisiaj nie piję, nie mam ochoty. - mruknęła.
-Jeśli nie masz ochoty tam jechać... - zaczęłam
-Nie no co ty, jadę. Po prostu nie mam ochoty na alkohol.
-To ja wypiję za ciebie! - rzuciła się na kieliszek Ducky.
-Pij młoda. Czuję, że jeśli wypiję chociaż kieliszek to rozsadzi mi łeb. - podeszła do szafy na buty i wyciągnęła z niej czarne baleriny. - Gdzie kluczyki? - spojrzała na półkę przy drzwiach.
-Ja mam. - rzuciła Ronnie wychodząc z kuchni.
Podeszłam do szafki na buty i wyciągnęłam różowe szpilki Ducky, które włożyłam na bose stopy.
-Wszystkie gotowe? Wymalowane? Ubrane? - zapytała Ronnie dla pewności.
-Jest idealnie! - zaśmiałam się.
-Idziemy? - zapytała Julie.
-Jasne, chodźmy. - rzuciła Ronnie wychodząc jako pierwsza i czekając aż wszystkie wyjdziemy, by zamknąć drzwi. Idąc w kierunku samochodu wyjęłam telefon wybierając numer Kalie.
-Co tam dziewczynki? Jak akcja? - zapytała na wstępie.
-Wszystko poszło gładko. - odpowiedziałam. - Wychodzimy do klubu. Wyślij tu kogoś, żeby zerkał na dom.
-Gdzie się wybieracie? - rzuciła.
-Chippendales.
-Idziecie do klubu ze striptizem? - pytała dalej.
-No co! Należy nam się coś szałowego po tak dobrze wykonanej akcji. - broniłam się.
-Teraz?! - dopytywała.
-No tak...
-Beze mnie?! - wykrzyknęła z wyrzutem. - Jaka to ulica?
-Rosegarden Avenue. - rzuciłam.
-Czekajcie przy wejściu dziewczynki. - rzuciła i rozłączyła się.
-To Kalie? - zapytała Ronnie.
-Tak.. - zaczęłam.
-Coś się stało? Co ci mówiła?
-Jedzie tam, mamy na nią czekać przy wejściu.- powiedziałam dalej nie dowierzając.
-Proszę, proszę! Nasza zapracowana BussinessWoman postanowiła się wyluzować. - zaśmiała się Justine.
-Czuję, że nadchodzą wielkie zmiany w naszym życiu... - zażartowała Ducky.
-Może jeszcze się zakochamy? - parsknęła Julie na co wszystkie się zaśmiałyśmy.
-Wydaje mi się, że aż tak źle nie będzie!- wykrzyknęłam.
-Tak, to nam raczej nie grozi! - powiedziała Ducky.
Chwilę potem byłyśmy już na parkingu Chippendales. Przy wejściu grupa ludzi czekała w kolejce, by wejść do klubu. My od razu skierowałyśmy się do ochroniarza stojącego przy bramce.
-Wielki Johny! Dawno się nie widzieliśmy co?! - zaśmiała się Ronnie podchodząc do ochroniarza i zarzucając mu dłoń na ramię.
-Moje dziewczynki! Dawno Was nie widziano w tej dzielnicy. Już myślałem, że o nas zapomniałyście. - uśmiechnął się do nas.
-Od maja zdążyłeś zmienić pracę z 6 razy i nie wiadomo gdzie Cię szukać! - zarzuciłam mu.
-Szukajcie, a znajdziecie! - zażartował.
-No i znalazłyśmy. - powiedziała Justine. - To co? Mamy się ustawiać w kolejce?
-Kelner czeka na Panie w hallu, wskaże Wam odpowiedni stolik. Miłej zabawy. - odpowiedział otwierając bramkę.
-Johny, jesteś Wielki! - odpowiedziałam całując go w policzek.
-Chyba już to gdzieś słyszałem! - zaśmiał się.
***
A WIĘC MAMY 1 ROZDZIAŁ!
Prosimy o komentarze pod postem. :)
2 rozdział będzie, jak będzie. Nie wcześniej. Nie później.
Elo! ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz